Biali Indianie, neutrina i koniec świata
Właśnie skończyłam czytać książkę Jamesa Rollins'a "Kolonia diabła". Czytałam już kilka innych tytułów tego autora. To literatura średnich lub nawet niskich lotów z kategorii powieści sensacyjnych. Książkę kupiłam na lotnisku - mój poziom intelektualny: wczesna pobudka i czas, który miałam spędzić w podróży - uzasadniał w pełni coś lekkiego, nie wymagającego wielkiej gimnastyki umysłowej. Ilekroć opowiadam komuś fabułę którejś z pozycji tego samego autora, zawsze słyszę parsknięcie i bezczelny rechot. Przyznaję, że poziom fikcji zdumiewa nawet mnie. Ale przecież właśnie dlatego to czytuję. I z tego samego powodu lubię Indianę Jones'a. Od razu wiem, że to się kupy nie trzyma i że pisarz zapewne wspomagał się jakimiś nielegalnymi substancjami organicznego lub syntetycznego pochodzenia. Nic na to nie poradzę - literatura tego typu działa na mnie kojąco i relaksująco :-) W "Kolonii diabła" mamy więc ten sam schemat. Tym razem Sigma - specjaliści naj...