Posty

Spotkanie (opowiadanie)

           Olbrzymia akacja. Bezlistna tworzy na tle nieba abstrakcyjny witraż, choć w lecie,   w popołudniowym słońcu, wydaje się lekko fioletowa. Co wieczór, tuż za drzewem, migoczą w oknie niebieskie odblaski telewizora. Gaśnie punktualnie o dwudziestej drugiej. Starsza pani zasypia. Dokładnie trzy minuty później z jej domu wychodzi stary jamnik. Jest niedołężny - nieporadnie kolebie się na krótkich łapkach, niemal szurając dużym brzuchem o chodnik. Bez względu na porę roku, pies ma na sobie śmieszne, dziergane wdzianko.             Zaczyna od latarni. Z trudem unosi tylną łapę i obsikuje betonowy cokół. Potem przychodzi kolej na starą lipę. Nie da się dojrzeć, co zwierzę dokładnie robi, bo nie dociera tam światło. Wychodzi jednak z cienia wyraźnie lżejszym krokiem i staje przy samej ulicy.     O tej porze jest już ona zupełnie opustoszała. Jamnik...

Koronawirus nas zmieni?

Obraz
Odkurzyłam swojego bloga. Z rozrzewnieniem przebiegłam po ostatnich wpisach. To było eony temu! Jakże inny był świat. Inne było też moje życie. Od tego czasu przeczytałam wiele kolejnych książek, miałam refleksje na temat różnych filmów i obrazów, a mimo to nie znalazłam w sobie impulsu do tego, by do bloga wrócić i dzielić się swoimi spostrzeżeniami. Dlaczego więc teraz? Od trzech tygodni, jak większość, jestem w izolacji, bo wokół koronawirus. Odmienia się go dzisiaj przez wszystkie przypadki. Serwery Facebooka rozgrzewają się do czerwoności, bo kto może koi swój lęk - świadomy czy nie, w morzu informacji, memów, protestów itp. Po trzech tygodniach przeorganizowałam się na tyle, by nie stykać się z informacjami na ten temat. Oczywiście wiem mniej więcej, co się dzieje i jakie są zalecenia, ale nakręcanie się statystykami czy apelami lekarzy zaczęło mnie kosztować na tyle dużo, że musiałam to przerwać. Jeśli mam przetrwać do końca izolacji we względnie dobrym stanie fizycznym...

Magia i niepokój - świat Hayao Myazakiego

Obraz
Hayao Myazaki Laputa - zamek w chmurach W mojej rodzinie zawsze lubiliśmy filmy animowane. Nawet dzisiaj udaje mi się czasem namówić rodziców do wspólnego obejrzenia jakiejś "bajki". Minął już szmat czasu, a ja nadal bardzo lubię tego rodzaju filmy i zdarza mi się je oglądać nawet wtedy, gdy jestem sama. Mam swoje typy, także wśród produkcji Pixar'a czy Disney'a. Przyznam, że nie zaprzątam sobie jednak głowy, jakie nazwiska za nimi stoją. Jest jednak twórca, którego wszystkie filmy znam, podziwiam i oglądam wielokrotnie, za każdym razem odkrywając w nich coś nowego. Mam na myśli filmy  Hayao Miyazakiego .  To od lat najsłynniejszy twórca japońskiej animacji. Urodzony w 1941 r. doczekał się za swego życia nawet własnego muzeum. Jego filmy szybko przekroczyły granice Japonii, zdobywając wielkie rzesze oddanych, w dużej mierze dorosłych wielbicieli. Dla mnie anime w wykonaniu Miyazakiego to autentyczna sztuka. Na czym więc polega magia filmów Miyazakiego? S...

Manuela Saenz - kobieta, która wstrząsnęła Ameryką Południową

Obraz
5 lipca 2010 roku w Caracas, stolicy Wenezueli, oddano najwyższe honory kobiecie, która zmarła ponad 150 lat wcześniej, w biedzie i zapomnieniu. Trumnę zastąpiono ozdobną skrzynką, w której zamknięto symboliczną garść ziemii z masowego grobu ofiar epidemii dyfterytu, gdzie wrzucono jej ciało w 1856 roku. Zmarła bowiem w Paicie, w Peru, gdzie zamieszkała po tym, jak ją wygnano z Kolumbii. W ten sposób przywrócono należne miejsce w historii postaci niezwykłej, Manueli Saenz.   Czego takiego dokonała? Owszem, była najsłynniejszą kochanką Simona Bolivara, który walczył o niepodległość krajów Ameryki Południowej. Ale rozgrzewanie do czerwoności bohatera narodowego nie zapewnia jeszcze miejsca w panteonie.  Zanim go poznała, wykazywała, nawet w dzieciństwie, niezłomny i pełen determinacji charakter. Jako dziecko z nieprawego łoża, w kraju na wskroś katolickim, łatwo nie miała. Po śmierci matki wychowywała ją surowa babka i apodyktyczna ciotka, dla których samo istnienie Manue...

"Księga o niewidzialnym" - prosto o rzeczach ważnych

Obraz
Łatwo pomylić mądrość z inteligencją, dać się zwieść wyszukanym słowom, intelektualnym popisom prosto z uczonych ksiąg. Pokusa zrobienia wrażenia. To bardzo ludzkie. Eric-Emmanuel Schmitt, francuski pisarz-filozof, choć może bardziej filozof-pisarz, przyznał kiedyś w wywiadzie, że w początkowym okresie swojej twórczości, ważne idee ubierał w słowa bardzo wyszukane, zrozumiałe głównie dla wąskiego grona odbiorców. Po pewnym czasie jednak uznał, że sztuką jest przekazać koncepcje filozoficzne w sposób przystępny - podjął się tego zadania. I tak między innymi powstały opowiadania zawarte w tomie Księga o niewidzialnym.  Lektura od razu mnie wciągnęła, bo autor wykorzystuje baśniową narrację. Nawet gdy opowiada o prozaicznych sprawach znanego czytelnikowi, współczesnego świata. I pewnie dlatego najlepiej czytało mi się te opowiadania wieczorem, już w łóżku. Prawdziwie się nimi delektowałam. Zawsze bardzo lubiłam baśnie i mam ich zbiory z różnych stron świata. Są właśnie tą mą...

Ciąg dalszy nastąpi czyli rzecz o reinkarnacji

Obraz
Tym razem trochę mistycznie, bo o reinkarnacji: książka Karen Berg pt. "...To be continued...". Podobno polskie wydanie już wkrótce. Karen Berg to żona kabalisty Rava Berga, stąd książka odwołuje się do koncepcji reinkarnacji rozumianej z tej właśnie perspektywy. Już na samym wstępie autorka zaznacza, że jej zamiarem nie jest przekonywanie nikogo do tego, że po śmierci ponownie się rodzimy - w innym ciele i w innych warunkach. Książka przeznaczona jest głównie dla tych, którzy wierzą w tę ideę lub przynajmniej się do niej przychylają i chcą wiedzieć więcej. Karen Berg, przytaczając różne biblijne i kabalistyczne przypowieści, wprowadza czytelnika w prawa, jakie reinkarnacją rządzą. I jest to jedna z wielu perspektyw, z jakiej można na ten temat spojrzeć.  Tutaj więc dusza wciela się, w zależności od swoich czynów z poprzedniego życia, aby się doskonalić, co oznacza, aby odkryć swoje prawdzie powołanie - cel swojego istnienia. Gdy ten cel pozna, a potem, wędrując ...

Szwedzki Forrest Gump czyli o stulatku, który uciekł z domu starców

Obraz
Lubię kupować książki, o których wcześniej nie słyszałam, autorów dotąd mi nieznanych. To jak próbowanie nowego smaku. A jeśli jeszcze książka jest przeceniona, robi się jakoś smutno i melancholijnie. Bo leży toto smutne na półce i patrzy jakoś tak przejmująco. Wyciąga te swoje małe papierowe łapki, rozkosznie pachnące drukarnią i cichutko pyta "mama...?". I choć się opieram, to jednak przygarniam. Staram się mieć nad tym jakąś kontrolę, ale jak z każdą kompulsją, łatwo nie jest... I przed Sylwestrem przygarnęłam książkę Jonasa Jonassona o wdzięcznym tytule "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął". Okazuje się, że nabytek z dobrej stajni, bo był to swego czasu bestseller. Przyznam, że nic o tym nie wiedziałam. Nie żeby mnie to zraziło. Skandynawskie nazwisko i ten rodzaj konstrukcji tytułu zrodziły we mnie najpierw podejrzenie, czy to nie aby kolejny krwawy, choć z pewnością świetny kryminał. Jak trylogia "Millenium". Super, ale mocne...