Koronawirus nas zmieni?
Odkurzyłam swojego bloga.
Z rozrzewnieniem przebiegłam po ostatnich wpisach.
To było eony temu! Jakże inny był świat. Inne było też moje życie.
Od tego czasu przeczytałam wiele kolejnych książek, miałam refleksje na temat różnych filmów i obrazów, a mimo to nie znalazłam w sobie impulsu do tego, by do bloga wrócić i dzielić się swoimi spostrzeżeniami.
Dlaczego więc teraz?
Od trzech tygodni, jak większość, jestem w izolacji, bo wokół koronawirus. Odmienia się go dzisiaj przez wszystkie przypadki. Serwery Facebooka rozgrzewają się do czerwoności, bo kto może koi swój lęk - świadomy czy nie, w morzu informacji, memów, protestów itp. Po trzech tygodniach przeorganizowałam się na tyle, by nie stykać się z informacjami na ten temat. Oczywiście wiem mniej więcej, co się dzieje i jakie są zalecenia, ale nakręcanie się statystykami czy apelami lekarzy zaczęło mnie kosztować na tyle dużo, że musiałam to przerwać.
Jeśli mam przetrwać do końca izolacji we względnie dobrym stanie fizycznym i psychicznym, chcę dbać o siebie. Po kilku dniach widzę efekty. Więcej spokoju i siły. Rezerwuar energii odnawia się.
Z pomocą przyszły mi różne teksty, piosenki, ćwiczenia, filmy i obrazy, którymi wielu dzieli się w Internecie bezinteresownie w tych dziwnych i niespokojnych czasach. Skala tej tendencji jest gigantyczna, niespotykana do tej pory. Ludzie wymieniają się wiedzą, talentami i darami.
Zastanawiałam się, czym ja mogłabym podzielić się z innymi, byle odciągnąć ich myśli choćby na moment od pandemii, tak jak udało się to zrobić tym, z których otwartości i szczodrości sama skorzystałam. By przekierować uwagę od strachu ku innym emocjom i wrażeniom.
Postanowiłam podzielić się tym, co napisałam, narysowałam czy namalowałam. Jestem amatorką i do tej pory robiłam to dla siebie, czy najbliższej rodziny i przyjaciół. Taki krok dla mnie wyjście poza strefę zwyczajowego komfortu. Pokazać swoją twórczość, jaka by ona nie była, choćby na własnym blogu oznacza narazić się na ocenę, ale teraz jestem na to gotowa.
Będę dzielić się tu także tym, co czytam, oglądam i czego słucham - a muzykę uwielbiam i słucham jej dużo.
Niechby choć jedna osoba znalazła tu chwilę oddechu i wolności od atmosfery strachu i potrzasku, która unosi się nad nami to moja idea spełni swoje zadanie. To, co zamierzam tu publikować nie będzie fontanną nieustającej radości i hurra-optymizmu. Czasem będzie może nawet nieco smutno, niekiedy zaś kojąco lub tajemniczo. Ale nie będzie wieści na temat COVID-19, choć "19" to moja szczęśliwa liczba, co muszę być może zweryfikować.
Wracam do bloga także dla samej siebie. Czasami dopiero wypowiedziane lub zapisane słowo pozwala mi precyzyjnie zobaczyć, co tak naprawdę czuję i myślę. Chcę mieć poczucie, że w ten sposób jestem podpięta pod sieć życia - nadal żywa, gotowa na wymianę, dzieląca się i biorąca.
Widzę, że pandemia wydobywa z nas nowe pokłady współpracy, życzliwości i troski. I choć wlecze za sobą wielki, mroczny cień, w końcu minie. Nie wiem, jak będzie dalej, ale chcę wierzyć, że tworzy się teraz coś nowego i lepszego.
A do słuchania polecam "Midnight train to Georgia" - Gladys Knight
Z rozrzewnieniem przebiegłam po ostatnich wpisach.
To było eony temu! Jakże inny był świat. Inne było też moje życie.
Od tego czasu przeczytałam wiele kolejnych książek, miałam refleksje na temat różnych filmów i obrazów, a mimo to nie znalazłam w sobie impulsu do tego, by do bloga wrócić i dzielić się swoimi spostrzeżeniami.
Dlaczego więc teraz?
Od trzech tygodni, jak większość, jestem w izolacji, bo wokół koronawirus. Odmienia się go dzisiaj przez wszystkie przypadki. Serwery Facebooka rozgrzewają się do czerwoności, bo kto może koi swój lęk - świadomy czy nie, w morzu informacji, memów, protestów itp. Po trzech tygodniach przeorganizowałam się na tyle, by nie stykać się z informacjami na ten temat. Oczywiście wiem mniej więcej, co się dzieje i jakie są zalecenia, ale nakręcanie się statystykami czy apelami lekarzy zaczęło mnie kosztować na tyle dużo, że musiałam to przerwać.
Jeśli mam przetrwać do końca izolacji we względnie dobrym stanie fizycznym i psychicznym, chcę dbać o siebie. Po kilku dniach widzę efekty. Więcej spokoju i siły. Rezerwuar energii odnawia się.
Z pomocą przyszły mi różne teksty, piosenki, ćwiczenia, filmy i obrazy, którymi wielu dzieli się w Internecie bezinteresownie w tych dziwnych i niespokojnych czasach. Skala tej tendencji jest gigantyczna, niespotykana do tej pory. Ludzie wymieniają się wiedzą, talentami i darami.
Zastanawiałam się, czym ja mogłabym podzielić się z innymi, byle odciągnąć ich myśli choćby na moment od pandemii, tak jak udało się to zrobić tym, z których otwartości i szczodrości sama skorzystałam. By przekierować uwagę od strachu ku innym emocjom i wrażeniom.
Postanowiłam podzielić się tym, co napisałam, narysowałam czy namalowałam. Jestem amatorką i do tej pory robiłam to dla siebie, czy najbliższej rodziny i przyjaciół. Taki krok dla mnie wyjście poza strefę zwyczajowego komfortu. Pokazać swoją twórczość, jaka by ona nie była, choćby na własnym blogu oznacza narazić się na ocenę, ale teraz jestem na to gotowa.
Będę dzielić się tu także tym, co czytam, oglądam i czego słucham - a muzykę uwielbiam i słucham jej dużo.
Niechby choć jedna osoba znalazła tu chwilę oddechu i wolności od atmosfery strachu i potrzasku, która unosi się nad nami to moja idea spełni swoje zadanie. To, co zamierzam tu publikować nie będzie fontanną nieustającej radości i hurra-optymizmu. Czasem będzie może nawet nieco smutno, niekiedy zaś kojąco lub tajemniczo. Ale nie będzie wieści na temat COVID-19, choć "19" to moja szczęśliwa liczba, co muszę być może zweryfikować.
Wracam do bloga także dla samej siebie. Czasami dopiero wypowiedziane lub zapisane słowo pozwala mi precyzyjnie zobaczyć, co tak naprawdę czuję i myślę. Chcę mieć poczucie, że w ten sposób jestem podpięta pod sieć życia - nadal żywa, gotowa na wymianę, dzieląca się i biorąca.
Widzę, że pandemia wydobywa z nas nowe pokłady współpracy, życzliwości i troski. I choć wlecze za sobą wielki, mroczny cień, w końcu minie. Nie wiem, jak będzie dalej, ale chcę wierzyć, że tworzy się teraz coś nowego i lepszego.
A do słuchania polecam "Midnight train to Georgia" - Gladys Knight
![]() |
| Las na Mazowszu (fot. własna) |

Komentarze
Prześlij komentarz