Śnienie: część I - śnisz, nawet gdy nie śpisz

Temat snów pasjonuje mnie od dziecka. Zdarzały mi się wtedy zabawne wpadki, gdy nie byłam w stanie odróżnić snu od jawy.  Ot, choćby, mierząc się we śnie z jakimś wyzwaniem - np. gdzie mam zamontować autopilota w latającym spodku budowanym wg schematu w Młodym Techniku. Przerywałam sen, szłam zapytać tatę, który szykował się do wyjścia do pracy, uzyskiwałam jakąś odpowiedź (jaką???), wracałam do łóżka, aby już uzbrojona w wiedzę, ten cholerny montaż dokończyć.

Dzieci pewnie tak mają i każdy rodzic może sypać z rękawa podobnymi opowieściami. Dla mnie waga snów z wiekiem tylko rosła, mimo powszechnego przekonania, że jest to tylko taka maligna zmęczonego dniem mózgu. Od bardzo wielu lat spisuję więc swoje sny - większość z nich pamiętam dobrze. Nie wiem w zasadzie, dlaczego zaczęłam to robić. Może dlatego, że byłam przekonana, że sen to coś więcej, niż tylko regeneracja. Że to jakaś forma komunikowania, choćby z samym sobą.

Obrazy, których się nie rozumie, radosne lub przerażające zaprzeczanie wszystkim prawom fizyki, miejsca znajome, choć nieznane. Każdy to zna. Znali też nasi przodkowie. I przodkowie ich przodków. Sen w starych tradycjach szamańskich miał i ma nadal ważne miejsce. Ważniejsze, niż ma dziś w życiu współczesnego człowieka. Choć jedno się nie zmieniło - sen nadal jest tym stykiem pomiędzy światem widzialnym a tym, co nieznane i na pewno od nas większe i starsze :-) Ciekawi mnie poznawanie koncepcji  snu i śnienia w różnych tradycjach czy nurtach współczesnej nauki. Choćby C.G. Jung a za nim A. Mindell, którego niejednokrotnie odwoływał się do aborygeńskiej idei Czasu Śnienia. Czytałam dwa jego tytuły i bardzo mnie te lektury poruszyły.

Ale do sedna. Trafiłam na książkę Catherine Shainberg Kabbalah and the Power of Dreaming. Awakening the Visionary Life. Autorka jest doktorem psychologii i nauczycielką. Przez 10 lat studiowała w Jerozolimie nauki o mistycyzmie w tradycji judaizmu. Mowa o Kabale, która jest systemem rozwijania się w kierunku świadomego, pełnego znaczenia życia. Książka ta przywołuje wiedzę i techniki pochodzące od XIII-wiecznego mistyka Izaka Ślepca - Isaac the Blind.
Książka - od pierwszych zdań wstępu - całkowicie mnie pochłonęła. Żałuję, że nie ma jej polskiego wydania, bo wiedza w niej zawarta jest bardzo, bardzo ciekawa, a sposób jej przedstawienia bardzo plastyczny.

Na początku wzięłam ołówek z zamiarem podkreślania kluczowych zdań. Po tym, gdy dotarło do mnie, że w zasadzie podkreślam wszystko, jak leci, darowałam sobie ten proceder. To nie jest książka, którą się da szybko przeczytać. Zdarza się, że po przeczytaniu kilku zdań, muszę ją odłożyć, bo materiał do refleksji jest tak ogromny, że pojemności by nie starczyło na więcej :-) Zamierzam więc poświęcić tej pozycji kilka najbliższych postów.


Catherine Shainberg oprowadza więc czytelnika po krainie snu, można wręcz powiedzieć, że ładuje mu do plecaka przewodnik, kanapkę, soczek w kartoniku i łagodnie wypycha za drzwi z tajemniczym uśmiechem: "no to leć rozkminiać głębokie tajemnice świata, bądź grzeczna i nie bij innych dzieci".

Książka podzielona jest na 12 rozdziałów, z których każdy jest coraz to bardziej zaawansowanym stopniem pracy ze snem. Uwaga jednak na definicję snu...! Bo tu własnie zaczyna się robić naprawdę ciekawie... Choć czytelnicy Mindella chyba się nie zdziwią aż tak bardzo.

Teza książki jest mniej więcej taka: jest świat, do którego mamy dostęp przez sen. W świecie tym czeka na nas głęboka wiedza, która może przemienić i uzdrowić nasze życia. Dokona przebudzenia z biernego letargu do aktywnej świadomości. Sęk w tym, że z zasobów tych rzadko umiemy korzystać. Autorka twierdzi, że po przeczytaniu książki czytelnik posiądzie wiedzę i narzędzia, aby zacząć samodzielnie owe zasoby eksplorować.
Zamierzam, przechodząc przez kolejne działy, wyciągać z książki co ciekawsze myśli (cytaty wg własnego tłumaczenia oznaczam kursywą).

WSTĘP

To nie jest książka o snach, ale o akcie śnienia, bo choć nie jesteśmy tego świadomi, śnimy w każdej chwili, non-stop. Śnisz także wtedy, gdy czytasz ten wers, zaparzasz herbatę czy parkujesz samochód. Sny pochodzą z prawej półkuli naszego mózgu, która wysyła i otrzymuje impulsy cały czas, co jest po prostu objawem tego, że żyjesz :-) Sny, które mamy nocą to tylko jedna z form śnienia. Łatwo nam ją rozpoznać, bo wyraża się wtedy ta część naszej podświadomości, która jest społecznie akceptowana. Każdy wie, że "sen-mara, Bóg-wiara" czyli sny to takie tam bajanie i majaki bez żadnego znaczenia. Dziwne to i absolutnie poza kontrolą. Jeśli więc we śnie utniesz komuś na imprezie łeb nożem do masła, to nikt przy zdrowych zmysłach nie wsadzi cię za to za kratki. Ot, sen. We śnie możesz mieć gorący romans z załogą statku Enterprise ale nikt z tego powodu nie będzie cię potem wytykać palcami ;-)
Jeśli zwracamy uwagę na nasze sny, pomogą nam one uświadomić sobie tę część procesu śnienia, która ma miejsce non-stop. Śnienie to nieprzerwana działalność mózgu. 


fot. A.Romaniecka Indie - kanały Kerali

Autorka, na bazie porównania buddyzmu Zen i buddyzmu tybetańskiego, przywołuje temat umysłu werbalizującego [verbal mind] oraz umysłu wyobrażeniowego [imaginal mind]. Zen w swoich praktykach odwołuje się do potencjału tego pierwszego - skupianie się na znaczeniu koanów, precyzja, dokładność. Z kolei buddyzm tybetański bazuje na właściwościach umysłu wyobrażeniowego, który mniej radzi sobie ze słowem, ale łatwiej posługuje się obrazem. Procesy w tym umyśle mieszają się w pozornym chaosie - przypominają błądzenie po lesie - za każdym razem możesz wyjść z niego od innej strony. Obie drogi prowadzą do przebudzenia. Aby móc w pełni zrealizować swój potencjał, konieczne jest odwoływanie się do obu tych właściwości naszego umysłu i finalne ich zespolenie czy zharmonizowanie.

Równowaga ta nie jest czymś oczywistym - każdy z nas ma większe predyspozycje do posługiwania się umysłem werbalizującym lub wyobrażeniowym. Jednym słowem, posługujemy się bardziej lewą [verbal mind] lub prawą półkulą mózgową [imaginal mind]. Jest już wiedzą powszechną, że każda z półkul wiąże się z pewnymi tendencjami w zachowaniu. Podczas gdy lewa półkula to myślenie abstrakcyjne i  gadanina umysłu, prawa łatwo operuje przestrzenią i wyraża ciało. Jako że śnienie bierze swój początek w prawej półkuli mózgowej, ważne jest, aby w pracy ze snami odwoływać się do jej sposobu postrzegania, wykorzystując odpowiedni język. Nie jednak język w znaczeniu dosłownym. Prawa półkula nie tyle "myśli", ile doświadcza. Jej światem jest ciało, a językiem - obrazy, rozumiane jako proces, dzięki którym ta część mózgu tłumaczy doznania naszych zmysłów na świadomość.
Aby to lepiej zrozumieć, autorka podaje następujący przykład: gdy ktoś cię zaatakuje, możesz zobaczyć kolor czerwony.  I nie jest to metafora. Możesz widzieć też atakującego jako wściekłe monstrum. Obrazy te są jednak bardzo ulotne i opuszczają naszą świadomość, zanim nawet je sobie uświadomimy. Shainberg pisze, że próby opisania tych wrażeń rzadko kończą się powodzeniem, podobnie jak trudno jest na ogół oddać słowami doświadczenia ze snu. Łatwiej to poczuć, niż wyrazić. Taka jest właśnie nasza prawa półkula. Próbą zaprzęgnięcia słów w służbie opisu efemerycznych doznań i obrazów jest poezja, gdzie słowa, zestawiane w nieoczekiwanych szykach, same coś z tych obrazów zyskują.

Autorka dodaje, że niektóre stare języki (np. Sanskryt ihebrajski) czy alfabety (egipskie hieroglify) odwoływały się do umysłu wyobrażeniowego znacznie lepiej, niż te współczesne, bo przypominały pierwotne dźwięki czy ruchy. Wywoływały więc nie tylko proces intelektualny (lewa półkula), ale tworzyły też doznania w ciele i budziły wyobraźnię (prawa półkula).
..............................................................................................


Ciąg dalszy nastąpi...




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Koronawirus nas zmieni?

Spotkanie (opowiadanie)