Spotkanie (opowiadanie)


          Olbrzymia akacja. Bezlistna tworzy na tle nieba abstrakcyjny witraż, choć w lecie,  
w popołudniowym słońcu, wydaje się lekko fioletowa. Co wieczór, tuż za drzewem, migoczą w oknie niebieskie odblaski telewizora. Gaśnie punktualnie o dwudziestej drugiej. Starsza pani zasypia.

Dokładnie trzy minuty później z jej domu wychodzi stary jamnik. Jest niedołężny - nieporadnie kolebie się na krótkich łapkach, niemal szurając dużym brzuchem o chodnik. Bez względu na porę roku, pies ma na sobie śmieszne, dziergane wdzianko.
            Zaczyna od latarni. Z trudem unosi tylną łapę i obsikuje betonowy cokół. Potem przychodzi kolej na starą lipę. Nie da się dojrzeć, co zwierzę dokładnie robi, bo nie dociera tam światło. Wychodzi jednak z cienia wyraźnie lżejszym krokiem i staje przy samej ulicy.    O tej porze jest już ona zupełnie opustoszała. Jamnik uporczywie wpatruje się zawsze w ten sam punkt po drugiej stronie. Krótkie szczeknięcie. Potem drugie. Cienki ogon zaczyna kreślić w powietrzu radosne figury. I wtedy z ciemności wychodzi mu naprzeciw drobna, ciemna sylwetka. To bezdomny kot, który zamieszkuje piwnicę w sąsiednim budynku.
       Pies z radości przebiera w miejscu łapami, ale przezornie nie wychodzi na ulicę. Kiedy kot do niego podbiega, w jamniku budzi się chęć zabawy. Nie przestaje machać ogonem. Obwąchuje pyszczek kota, który niemal w tej samej chwili zaczyna się wokół niego wić i przymilać. Zaczyna się wesołe, wzajemne poszturchiwanie.
Sygnał do zabawy na całego zawsze daje pies. W pewnym momencie zupełnie zastyga. Przywiera do trawnika i opiera głowę na przednich łapach. Pupa w górze. Ogon ani na chwilę nie przestaje się ruszać. Kot, w odpowiedzi na taką zaczepkę, staje przed nim z podniesioną łapą i trąca nią psi pysk. Wydaje się, że jest to jakiś umówiony gest - odpowiedź na prowokację. Od tego momentu nie można już nadążyć z obserwacjami. Widać tylko śmigające w świetle latarni smugi. Przemiana jamnika zadziwia - nie ma śladu nieporadności i ociężałości. Jest czysta radość! Goni kota do końca ulicy, a już za chwilę ucieka przed nim na złamanie karku. Podskakuje i kręci się w kółko jak szczeniak. Zresztą i kot wydaje się być zachwycony tą szaloną gonitwą.

Po jakichś dziesięciu minutach kot i pies zatrzymują się.  Jamnik dyszy. Z otwartego pyska wystaje długi język. Ostatnie, krótkie spojrzenie na przyjaciela i stary pies znika w drzwiach domu. Kot jeszcze przez chwilę czyści zmierzwione zabawą futerko, a w końcu i on idzie do siebie.

Rano, jak zwykle, spotkam starszą panią na spacerze z jej wiernym psem. Wymienimy kurtuazyjne uwagi na temat pogody i psich pupili. Jamnik, jak gdyby nigdy nic, wysłucha ze mną utyskiwań pani na temat swego lenistwa i niechęci do zabaw z piłeczką. Zamyślona, uśmiechnę się uprzejmie.

[tekst: Anna Romaniecka-Mankiewicz, czerwiec 2014]

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Koronawirus nas zmieni?

Śnienie: część I - śnisz, nawet gdy nie śpisz