"Księga o niewidzialnym" - prosto o rzeczach ważnych

Łatwo pomylić mądrość z inteligencją, dać się zwieść wyszukanym słowom, intelektualnym popisom prosto z uczonych ksiąg. Pokusa zrobienia wrażenia. To bardzo ludzkie.
Eric-Emmanuel Schmitt, francuski pisarz-filozof, choć może bardziej filozof-pisarz, przyznał kiedyś w wywiadzie, że w początkowym okresie swojej twórczości, ważne idee ubierał w słowa bardzo wyszukane, zrozumiałe głównie dla wąskiego grona odbiorców. Po pewnym czasie jednak uznał, że sztuką jest przekazać koncepcje filozoficzne w sposób przystępny - podjął się tego zadania. I tak między innymi powstały opowiadania zawarte w tomie Księga o niewidzialnym. 

Lektura od razu mnie wciągnęła, bo autor wykorzystuje baśniową narrację. Nawet gdy opowiada o prozaicznych sprawach znanego czytelnikowi, współczesnego świata. I pewnie dlatego najlepiej czytało mi się te opowiadania wieczorem, już w łóżku. Prawdziwie się nimi delektowałam. Zawsze bardzo lubiłam baśnie i mam ich zbiory z różnych stron świata. Są właśnie tą mądrością gromadzoną z pokolenia na pokolenie, bez względu na kulturę i szerokość geograficzną. Przemawiają jakoś od razu do rdzenia tego, kim naprawdę jesteśmy. Omijają poplątane zwoje suchych, analitycznych rozważań i trafiają bezpośrednio do duszy. Pełne są zapadających w pamięć obrazów, emocji i symboli.

Konfrontacja [fot. A.Romaniecka, Luwr/Paryż, 01/2013]
Nie inaczej odebrałam zawarte w tomie przypowieści. Jest ich pięć: Milarepa - publikowana w Polsce po raz pierwszy Pan Ibrahim i kwiaty Koranu, Oskar i Pani Róża,  Dziecko Noego i Zapasy z życiem. Bardzo różne, ale wszystkie niezmiennie poruszające. W każdym z nich odnalazłam jakiś aspekt, który mogłam bezpośrednio odnieść do własnego życia, do historii najbliższej rodziny czy przyjaciół. Zdarzały się całe akapity, gdzie moje zdumienie było ogromne - zdawało się, że Schmitt spisał po prostu moje własne myśli :-) Niesamowite wrażenie dostarczające gęsiej skórki. Już otwierajace tom opowiadanie o Milarepie dostarczylo mi takich emocji. Przypowieść tą znam już z innego źródła, więc tutaj nie będę się nad nią rozwodzić.

Szczególnie trzy przypowieści głęboko zapadną mi w pamięć. Zacznę od Pana Ibrahima i kwiatów Koranu. Dla mnie jest to historia stopniowego otwierania się obolałego serca na emocje i dalszego wzrastania, aż do momentu odnalezienia swojego miejsca w świecie. Bohaterem jest chłopiec. Czytelnik śledzi jego historię od chwili, gdy ten ma zaledwie 11 lat, aż do jego dorosłości. Nie odsłaniając szczegółow, wspomnę tylko, że jest to - zresztą jak w prawdziwym życiu, splot wydarzeń śmiesznych, dramatycznych i zupełnie zwyczajnych. Pozbawiony opieki rodziców mały przylgnie do Ibrahima - starego właściciela mikroskopijnego sklepiku z "mydłem-powidłem". Ten zaś, z pozoru zwyczajny, okaże się postacią niezwykłą, pełną głębokiej, potwierdzonej doświadczeniem życiowym mądrości.


Po drugiej stronie [fot. A.Romaniecka, Musee d'Orsey, Paryż, 01/2013]
Druga przypowieść to słynne opowiadanie Oskar i Pani Róża. Temat jest bardzo trudny, ale podany w sposób absolutnie mistrzowski. I tu główną postacią jest mały chłopiec - pacjent szpitala dziecięcego. Leczenie nie powiodło się i wiadomo, że historia ta nie zakończy się dobrze. Jednak autor przydziela chłopcu nietypowego anioła-stróża - starszą Panią Różę, która  przeprowadzi Oskara na sam koniec tej trudnej drogi w wielkim stylu i z przytupem zapaśniczki,  bo taką przeszłość wydaje się mieć ona za sobą. 
Róża, by pomóc chłopcu, podrzuca mu pomysł na szybkie przeżycie tego, czego wskutek choroby nie zdąży doświadczyć. A że narratorem jest sam Oskar, nie ma możliwości, by było ponuro. To znaczy zdarzają się oczywiście takie momenty - tylko dodają one całości większej wartosci, ale przede wszystkim widać skrzącą się, pomysłową naturę chłopca. Rzecz o przemijaniu, o uzdrawiającej mocy docenienia tego, co się ma, o Bogu, miłości, chorobie i przyjaźni.


Z życia Drzewa [fot. A.Romaniecka, Paryż, 01/2013]
Trzecie opowiadanie, Dziecko Noego,  zainspirowane jest opowieścią zasłyszaną przez autora. Fabuła: II wojna światowa. W Belgii, dzięki zaangażowaniu mieszkańców małego miasteczka, udaje się ukryć wśród wychowanków katolickiego księdza, żydowskie dzieci. Śledzimy losy jednego z nich, jakżeby inaczej, także chłopca. To opowieść o prawdziwym człowieczeństwie, mimo, że czasem skrywanym. I tu autor porusza tematy bardzo poważne, ale robi to jakby mimochodem, delikatnie, bez mentorskiego zadęcia. Wyraża je słowami prostymi. Ponownie pojawia się też odniesienie do tematu wiary i Boga, co w obliczu wojny jest testem dla obu. Podobnie jak nieuleczalna choroba dziecka w Oskarze i Pani Róży. Wierzyć, nie wierzyć? Zabobon czy droga ku spełnieniu? Jest Bóg, czy go nie ma? Jeśli jest, dlaczego dopuszcza do takich nieszczęść? Każdy musi te dylematy rozstrzygnąć sam i Schmitt zostawia czytelnikowi dużą przestrzeń na takie rozważania. Nie ocenia. Nie piętnuje.


Moim zdaniem książka ta to lektura obowiązkowa. Szczególnie w świecie, gdzie pośpiech stał się normą i rzadko mamy okazję na spontaniczne wywołanie w sobie refleksji o naprawdę ważnych rzeczach. Niech więc zrobią to bohaterowie opowiadań Erica-Emmanuela Schmitta.



Komentarze

  1. Piękna recenzja. Aż żal, że nie ma się tej książki pod ręką.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kupić lub pożyczyć, bo warto :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Koronawirus nas zmieni?

Spotkanie (opowiadanie)

Śnienie: część I - śnisz, nawet gdy nie śpisz